Bycie sobą jako podróż
Bycie sobą to podróż.
Co to dokładnie oznacza? Że w momencie, kiedy zaczynamy zadawać sobie pytanie: Co to znaczy być sobą? Za czym dokładnie tęsknię, gdy mówię, że chciałabym być sobą? – otwierają się drzwi. Drzwi, które zapraszają nas do podróży poza to, co już o sobie wiemy. Do zmiany i do eksplorowania nowych obszarów siebie.
Nie chodzi o porzucenie dotychczasowego życia, lecz o zmianę doświadczenia
Okazuje się często, że ta podróż niekoniecznie polega na porzuceniu starego życia.
Bardzo często zaczyna się od osadzenia w obecnej roli, w życiu, jakie wybieraliśmy dotychczas – oraz stopniowego odkrywania, dlaczego właśnie takie jest i było dla nas ważne.
W następnym kroku można przejść do eksploracji tego, czego nam w nim brakuje, jakiego rodzaju doświadczenia, i jak zrobić na nie więcej miejsca.
Lecz tutaj muszę powiedzieć, że powiedzenie, że chodzi o „robienie czegoś”, to duże uproszczenie.
Gdy rozmawiam ze swoimi klientami, to okazuje się, że tęsknią za konkretnym doświadczeniem. Potrzebują się głębiej z nim połączyć, poczuć je wyraźniej w ciele. Czasem jest to poczucie wolności, czasem siła, a czasem sprawczość. Zwrócenie uwagi na to, jakiego doświadczenia potrzebujemy, powoduje, że może się zacząć rozwijać i kiełkować niczym roślina, którą podlewamy.
To ostatecznie może doprowadzić do różnych zmian. Ale takich które wynikają z naszej głębi.
Kiedy brakuje przestrzeni na siebie
Wyobraźmy sobie zapracowaną matkę – być może taką, która łączy życie zawodowe z rodziną.
Cierpi na brak czasu i mogłaby przyjść na terapię lub na coaching z problemem: Nie mam czasu dla siebie. Albo może wyobraźmy sobie kogoś, kto w pracy wciąż zaciska zęby i mimo niezadowolenia nie wyraża swojego sprzeciwu wobec wielu rzeczy. W imię dobrej atmosfery.
Obie osoby mogą tęsknić za byciem bardziej sobą. Będzie to oznaczało zupełnie inne rzeczy. Jedna być może potrzebuje wyjść z trybu zadaniowego i odkryć na nowo śmiech, swobodę i zabawę. Ta druga być może potrzebuje przyjrzeć się swojej frustracji, odkryć, że jest w niej mnóstwo siły i zastanowić się jak ją świadomie wykorzystać.
Co to znaczy „być bardziej sobą”?
W takim razie można zapytać: No dobrze, to co to znaczy, że chcesz być bardziej sobą? Czego brakuje w Twoim życiu?
I tutaj czasem zaczynają się schody, bo odpowiedzenie na to pytanie okazuje się trudniejsze, niż by się wydawało. A to wynika z tego, że często szukamy racjonalnej odpowiedzi.
Wystarczy jednak złapać pierwszy flirt, to co podpowiada nami intuicja, bo często nie chodzi o tą konkretną czynność, lecz o wspomniane już wcześniej doświadczenie, które kryje się za tym flirtem.
Załóżmy, że ktoś powie:
Chciałabym mieć czas poczytać książkę. Usiąść z kubkiem herbaty, odciąć się od wszystkiego.
Zadanie wydaje się być stosunkowo proste.
No dobrze, to kiedy mogłabyś to realnie zrobić? Z czego potrzebujesz zrezygnować? Od jakiej książki zaczniesz? – mógłby zapytać wprawiony coach.
Często odpowiedź na te pytania nie wystarcza i za tydzień i nawet za miesiąc okaże się, że nic się nie zmieniło w życiu danej osoby. Wróci i powie: Znowu mi się nie udało.
Dlaczego?
Bo nie chodzi tylko o czytanie książki. O fizyczne wykonanie zadania – lecz o doświadczenie, które się za tym kryje.
O to, kim się stajesz, gdy czytasz. Jaka się stajesz. Co jest w tym najprzyjemniejsze i jak Cię to zmienia.
Tęsknota za jakością
To głęboka tęsknota jest za doświadczeniem pewnego stanu, pewnej jakości bycia sprawia, że chcemy być bardziej sobą.
Dotarcie do esencji, do sedna tego doświadczenia może być transformującym i znaczącym momentem dla każdej osoby.
To nie mogą być czysto intelektualne rozważania.
Gdy szukamy siebie, potrzebujemy doświadczać w ciele i czuć. Pozwolić się poprowadzić przez rodzącą się w nas energię, gdy choć na chwilę poczujemy jak to jest czytać książkę, być odciętym od reszty świata. Gdzie jest wtedy nasza uwaga? Co się zmienia w moim ciele? Co staje się możliwe?
Skarby w codzienności
Co ciekawsze – okazuje się, że w tej eksploracji nie możemy pominąć tego, co zajmuje nas na co dzień.
Czyli tego, czemu de facto poświęcamy tak dużo czasu.
Tutaj też ukryte są skarby.
Tutaj też są elementy nas, które z jakiegoś powodu są istotne – i dajemy im tak dużo przestrzeni w naszym życiu.
Zapracowana i bardzo zajęta osoba, czująca się ofiarą swojego kalendarza, to często bardzo silna i sprawcza osoba, która niejednokrotnie potrzebuje odkryć swoją moc osobistą i siłę związaną z dotychczasową rolą.
-
Jaka jesteś, gdy zajmujesz się rodziną?
-
Gdy zarządzasz tysiącami codziennych zadań?
-
Do czego w sobie masz dostęp?
-
W jaki sposób to jest ważne? Co jest sednem?
Często okazuje się, że to kolejna odsłona bycia sobą.
Że wcale tak bardzo nie chcemy się tego pozbywać – szczególnie, gdy odczarujemy bycie ofiarą i odkryjemy siłę i potencjał tkwiący w pełnym objęciu tego elementu naszej tożsamości.
Pełnia z paradoksów
Okazuje się, że zarówno to, kim jesteśmy obecnie i to, czego czasem mamy dość, jak i to, za czym tęsknimy – to dwie różne barwy nas.
Cała sztuka polega na namalowaniu obrazu z użyciem ich obu.
I tutaj pojawiają się kolejne wyzwania.
Po pierwsze – może się okazać, że stoją w opozycji.
Z jednej strony mamy sprawczość i siłę, z drugiej strony delikatność i zatrzymanie.
Co zrobić?
Pełnia składa się z paradoksów.
Możliwość objęcia tych paradoksów to umiejętność, która pozwala nam żyć pełniej. Umiejętność wytrzymania napięcia pomiędzy dwoma wykluczającymi się aspektami nas to sztuka sama w sobie. Z czasem prowadzi do wyłonienia się trzeciej drogi.
Dobrą metaforą jest tutaj przyroda. Jest dla nas doskonałym przykładem łączenia różnych jakości w pełen obraz: potężna majestatyczna góra, która mogłaby reprezentować siłę i delikatny wietrzyk. Dudniący wodospad i spokój panujący pod powierzchnią wody, tuż obok. Jest pełna paradoksalnych połączeń, które jakimś cudem ze sobą współistnieją. Podobnie jak w nas.
Jak żyć?
Jak w takim razie żyć?
Trzeba podążać za nurtem rzeki.
Oznacza to, że jeżeli czuję, że nie mam miejsca dla mnie lub że nie mogę być sobą – to zastanawiam się, o jaką mnie chodzi?
Badam, co dokładnie domaga się uwagi, jakiego doświadczenia potrzebuję. Robię na nie przestrzeń.
Być może już wtedy poczuję, że odzywa się moje codzienne ja i mówi: Hej, ja też tu jestem.
Więc wtedy sprawdzam, co tutaj jest ważnego.
Bo ja – to zarówno to, za czym tęsknię, jak i to, kim jestem obecnie.
A sztuka polega na płynnym przechodzeniu z jednej strony na drugą – na pozostaniu w kontakcie z tym, co domaga się uwagi. I znalezieniu sposobu, jak cieszyć się i żyć pełnią swoich barw.
Choć nikt nie mówi, że to proste.
Ale na pewno warto.